środa, 10 maja 2017

Detektyw Rutkowski i sprawa Magdaleny Żuk - medialne doniesienia


Detektyw Rutkowski i sprawa Magdaleny Żuk - medialne doniesienia 

Po ujawnieniu śmierci Pani Magdaleny Żuk, było pewne, że do akcji wkroczy Pan Krzysztof 

Rutkowski, były prywatny detektyw. "Sława" detektywistyki nie przepuściłaby takiej okazji by 

zwołać konferencję i jeszcze bardziej wybić się medialnie - wszak reklama dźwignią handlu i jemu 

to wychodzi bardzo dobrze, tzn. jest sławny i zna go każdy. 

Tego można mu zazdrościć bo za taką "sławą" idą pieniądze. Podobno ceny usług Krzysztof Rutkowskiego zaczynają się od 20 tysięcy zł. 

Tym razem media nie wychwalają Pana Rutkowskiego a wprost przeciwnie wskazują jego błędy, przypominają procesy, itp. 

Mitoman z sukcesami. Jak to jest, że cała Polska na hasło "detektyw" odpowiada: "Rutkowski"?


"Rutkowski nic nie robi sobie z tego, że jest krytykowany. I ma w głębokim poważaniu fakt, że nie ma prawa określać siebie mianem detektywa. Jego strona internetowa nosi wręcz nazwę detektywrutkowski.pl, a jego profil na Facebooku nosi nazwę "Krzysztof Rutkowski Detektyw""

"Według relacji jego byłych klientów tak wygląda jego praca: zanim zacznie jakiekolwiek poszukiwania, zwołuje konferencję prasową, na której ogłasza, że wkracza do akcji."

"Podobnie jak posługiwanie się określeniem "detektyw". Już 7 lat temu jego licencja na wykonywanie zawodu detektywa została zawieszona, a później cofnięta. I Rutkowski nie ma szans na to, by ją ponownie otrzymać, bo łamie on jeden z najważniejszych warunków: niekaralność. "

"W 2010 roku katowicka Prokuratura Okręgowa skierowała do sądu akt oskarżenia, w którym zarzuca Rutkowskiemu wykonywanie usług detektywistycznych bez zezwolenia. Za to grozi do dwóch lat więzienia. Zgromadzono ponad 100 tomów akt, przesłuchano setki świadków i... Jak się dowiedzieliśmy w katowickiej prokuraturze, sprawa wciąż jest w sądzie w Warszawie. Nawet nie zakończył się proces w pierwszej instancji. A to u Rutkowskiego tylko potęguje poczucie, że przecież nic mu nie zrobią. "


Detektyw Rutkowski niczym komisja Smoleńska. Nawet nie był w Egipcie, ale już ma podejrzanego, motyw i przyczynę


"Wystarczył jeden dzień prowadzonego zdalnie i internetowo śledztwa, a detektyw Krzysztof Rutkowski wie jak było ze sprawą śmierci Magdalney Żuk. Najdziwniejsze jest zaś to że nawet nie był w Egipcie, wybierze się tam dopiero we wtorek. Chyba już tylko dla formalności, aby osobiście pojmać i założyć kajdanki najbardziej podejrzanemu w sprawie. To rezydent biura podróży i jego ziomkowie czyhający na białe kobiety"

"Dziennikarze "Gazety Wyborczej" przyłapali go na jednym kłamstwie. Aby udowodnić, że wie więcej niż inni w tej sprawie, podczas konferencji przedstawił zdjęcie, mające przedstawiać ciało Magdaleny w prosektorium. Okazało się, że to fotografia, którą dwa lata temu strona internetowa lokalnego portalu zilustrowała samobójstwo Polaka w Egipcie."


Wpadka Rutkowskiego. Jest filmik, na którym widać jak imprezuje z dziewczyną mającą być "świadkiem" w sprawie Magdy Żuk


"Internauci wytykają Krzysztofowi Rutkowskiemu, że po udziale poniedziałkowym w programie TTV imprezował z dziewczyną, którą na antenie przedstawiono jako swego rodzaju świadka w sprawie śmierci Magdaleny Żuk. Twierdziła, że miała do czynienia z tym samym rezydentem z Egiptu, co zmarła 27-latka. Teraz wygląda na to, że w zażyłych stosunkach jest też z Rutkowskim."

Źródło: http://natemat.pl/207713,kolejna-wpadka-rutkowskiego-na-wideo-widac-jak-swietuje-z-dziewczyna-ktora-miala-stycznosc-z-rezydentem

""- Przerwałam reporterowi TVN i jak wyszłam? - pyta młoda blondynka. - Full wypas - odpowiada zadowolony Krzysztof Rutkowski" 

Źródło: http://wiadomosci.wp.pl/tak-wygladaja-kulisy-sledztwa-w-sprawie-magdaleny-zuk-tabloid-oburzony-zachowaniem-rutkowskiego-6121171417380481a

"Detektyw" Rutkowski to oficjalnie golas, a jednak jeździ porsche. To dopiero zagadka


"W środowisku detektywów Krzysztof Rutkowski ma pseudonim "Pan 20 tysięcy", bo od takiej kwoty za usługi ma zaczynać rozmowę z klientami. – W sprawie śmierci Magdaleny Żuk media niepotrzebnie robią mu reklamę. To pozer, a po wyroku utracił licencję detektywa. W Polsce nie ma prawa prowadzić działalności detektywistycznej nie mówiąc już przesłuchaniach świadków czy jakichkolwiek czynnościach – mówi detektyw, ale z licencją."


niedziela, 30 kwietnia 2017

Fundacje poszukujące osób zaginionych - Detektyw poszukiwanie osób zaginionych 502-492-132

Fundacje poszukujące osób zaginionych - Detektyw poszukiwanie osób zaginionych 502-492-132

Fundacja ITAKA - http://www.itaka.org.pl/


To dwie największe fundacje, które pomagają w poszukiwaniu osób zaginionych. 

W sieci internetowej, na FB itp istnieje wiele stron, na których można zgłosić wizerunek osoby zaginionej a także zapozna się z poradami w zakresie poszukiwania osób. 

W razie chęci skorzystania z usług prywatnego detektywa, zapraszamy na

niedziela, 21 lutego 2016

Pedofilia - uważajcie na swoje dzieci. Kontrolujcie internet i zwracajcie uwagę na pewne zachowania.

Pedofilia  - uważajcie na swoje dzieci. 
Kontrolujcie internet i zwracajcie uwagę na pewne zachowania. 

Zapraszam do lektury:


To było tylko zastawiona pułapka. A jakby sytuacja wydarzyła się naprawdę?

Warto kontrolować co nasze dzieci robią w internecie. Nie ma naprawdę się czego wstydzić, że stosujemy taką kontrolę. Oczywiście, dziecko nie powinno o niczym wiedzieć. 

Do stosowanie kontroli w internecie warto zastosować program keylogger. 

Zapraszamy - pomożemy - 502 492 132 


sobota, 13 lutego 2016

Kajetan Poznański poszukiwany. Dlaczego zamordował? Dlaczego były detektyw włącza się do poszukiwań?


Od kilkunastu dni trwają poszukiwania Kajetana Poznańskiego. 


Środa, 3 lutego, kilka minut przed godz. 15. Mieszkanka bloku przy ul. Potockiej 60 idzie wyrzucić śmieci. Po drodze widzi, że z okna na pierwszym piętrze wydobywa się dym. Chwyta za telefon. Po chwili w pobliskiej szkole pożarniczej wyją syreny alarmowe. Czerwone wozy gaśnicze błyskawicznie docierają na Potocką.

Pożar nie jest duży. Pali się właściwie tylko duża podróżna torba na podłodze w jednym z pomieszczeń, choć ściany zdążyły już pokryć się sadzą. Strażacy zalewają płomienie wodą i zaglądają do torby. Nie wierzą własnym oczom. Ktoś upchnął w niej ciało, chyba kobiety. Chyba, bo od ciała odcięto głowę.

Zbrodnia Kajetana Poznańskiego: zbyt mało krwi

"Makabryczne morderstwo na Żoliborzu" - informują tego samego dnia media. Dziennikarze jeszcze nie wiedzą, że morderstwo, rzeczywiście było, ale na Woli. Nie wiedzą tego także żoliborscy policjanci.

Najpierw przyjeżdża jeden patrol, potem kolejny. Wejście przed blokiem zostaje zagrodzone biało--niebieską taśmą. Policjanci już wiedzą, że to nie było zwykłe morderstwo. Tułów ofiary jest w torbie, ukryta w plecaku głowa leży obok. W mieszkaniu jest trochę krwi, jej plamy zostały też na klatce schodowej i przed wejściem do bloku. Technicy kryminalistyki fotografują każdy ślad. Jednak krwi, widać to wyraźnie, jest za mało jak na tak makabryczny mord połączony z rozczłonkowaniem ciała.

Na Potocką przyjeżdża szef komisariatu na Żoliborzu. Zaraz potem policjanci z wydziału do walki z terrorem kryminalnym i zabójstw komendy stołecznej. To sprawa dla nich, to też pewne. Jest mniej więcej siedemnasta, gdy policjanci z terroru pochylają się nad ciałem i zastanawiają się, kto mógł zrobić coś takiego.

W tym samym czasie dyżurny stołecznej policji odbiera dziwne zgłoszenie: na Woli zaginęła 30-letnia kobieta. W jej mieszkaniu są ślady krwi, ale jej samej nie ma. Może to ta sama osoba, której pocięte zwłoki odkryli strażacy na Żoliborzu?

Kajetan Poznański poszukiwany: coś złego się stało

Katarzyna mieszkała w bloku przy ul. Skierniewickiej. Z okien jej mieszkania na szóstym piętrze widać zajezdnię tramwajową. Trzy klatki schodowe, w tej środkowej po trzy mieszkania na każdym piętrze. Przeprowadziła się tu dwa lata temu z Radomia. Wcześniej skończyła historię sztuki na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, później, już w Warszawie - lingwistykę stosowaną. - Znałam ją tylko z widzenia, sprawiała wrażenie fajnej dziewczyny. W dużym bloku często nie wiemy nawet, jak nazywają się sąsiedzi z naszego piętra - mówi mieszkanka domu przy Skierniewickiej. - Wszyscy jesteśmy wstrząśnięci tym, co się stało.

Mieszkanie należało do Katarzyny. Okolica taka sobie, ale to wciąż niezły punkt miasta - do ścisłego centrum kilka przystanków tramwajem, a wkrótce na sąsiedniej ulicy powstanie stacja drugiej linii metra. Katarzyna wynajmowała jeden pokój młodemu mężczyźnie. To on odkrył, że coś złego się stało. Wrócił do domu późnym popołudniem. Drzwi nie zostały zamknięte na klucz, komputer w pokoju Katarzyny był włączony, na stole leżał jej telefon komórkowy. Wyglądało to tak, jakby nagle wybiegła z mieszkania. Dostrzegł jednak na podłodze brunatne rozmazane ślady. Jakby ktoś niedokładnie starł wielką kałużę krwi. Zbiegł na dół i spytał dozorcy: - Coś się stało? Była u nas policja albo pogotowie?

Ten nic nie wiedział.

Wówczas lokator zadzwonił na policję.

Poszukiwania Kajetana Poznańskiego: odmawiam odpowiedzi

Nie minęła nawet doba, gdy śledczy mają już pewność: ofiarą makabrycznego morderstwa jest 30-letnia Katarzyna J. Potwierdziły to badania DNA. Jej oprawcą - 27-letni Kajetan Poznański, jeden z trzech lokatorów wynajmujących mieszkanie przy ul. Potockiej.

Udaje się odtworzyć prawdopodobny przebieg wydarzeń. W środę około południa Poznański przyszedł do Katarzyny na Skierniewicką na korepetycje z języka włoskiego. Zabił ją, wezwał taksówkę i przewiózł zwłoki na Żoliborz. Z torby ciekła krew. Zaniepokojonemu taksówkarzowi miał powiedzieć, że wiezie tuszkę dzika. Zwłoki porzucił w mieszkaniu, podpalił i uciekł. Nie wiadomo dokąd.

Czy oprócz obcięcia głowy jeszcze jakoś okaleczył zwłoki? Czy przed zabójstwem wyrządził ofierze jakąś krzywdę? Tego śledczy nie zdradzają. - Znamy najbardziej prawdopodobną przyczynę śmierci ofiary. Dysponujemy wstępnym protokołem sekcji zwłok, ale go nie ujawniamy - mówi prok. Przemysław Nowak, rzecznik stołecznej prokuratury. W mediach pojawiają się sugestie, że Poznański fascynował się białą bronią, przede wszystkim mieczami samurajskimi. Ale nie wiadomo, czy rzeczywiście użył takiego narzędzia.

"Odmawiam odpowiedzi" i "na ten temat nie udzielam informacji" - w ostatnim tygodniu to najczęściej powtarzane zdania przez rzecznika prokuratury. - Musimy zakładać, że Poznański też czyta gazety i portale, ogląda telewizję - mówi jeden ze śledczych. - Nie chcemy ułatwiać mu ukrywania się. I obrony, kiedy już go zatrzymamy.

Gdzie jest Kajetan Poznański? Telefon wciąż dzwoni

Zatrzymanie podejrzanego to dla policji priorytet. Przy sprawie pracuje cały wydział do walki z terrorem kryminalnym i zabójstw. Prokuratura publikuje za Kajetanem Poznańskim list gończy. Sąd nakazuje jego tymczasowe aresztowanie. Gdy tylko pojawia się cień podejrzenia, że może być za granicą (miał wykupiony bilet na samolot do Włoch na koniec lutego), prokuratura wnioskuje o europejski nakaz aresztowania. Sąd jeszcze tego samego dnia uwzględnia wniosek. To tempo niespotykane.

Zdjęcie Kajetana Poznańskiego zawisło już w zakładkach z najbardziej poszukiwanymi osobami na stronach Europolu i Interpolu. Policjanci ze 190 krajów po wpisaniu do swoich baz danych jego nazwiska dowiedzą się, że jest niebezpieczny i trzeba go bezwzględnie zatrzymać. Ale niewykluczone, że wciąż przebywa w Polsce. Telefon w wydziale do walki z terrorem i zabójstw dzwoni cały czas. - Dokładnie weryfikujemy każdą informację, ale na razie żadna nie doprowadziła nas do zatrzymania podejrzanego - mówi asp. sztab. Mariusz Mrozek, rzecznik Komendy Stołecznej Policji.

Jak zwykle więcej jest fałszywych tropów niż wiarygodnych doniesień. Nie potwierdza się, że Poznański był po zabójstwie na lotnisku w Modlinie. To nie on brał udział w niedzielnej mszy w kościele u dominikanów w Poznaniu, nie znaleziono go też (choć szukano) w Bieszczadach. Nieprawdą są także doniesienia niektórych mediów, że na Poznańskiego polują tzw. łowcy cieni, czyli policjanci ze specgrupy pościgowej Centralnego Biura Śledczego. - Śledztwo w sprawie zabójstwa prowadzi komenda stołeczna, sprawę poszukiwawczą, ze względu na ostatnie miejsce zameldowania, komenda w Poznaniu - mówi nam wysoki oficer policji. - ĆBŚ nie ma nic wspólnego z tą sprawą.

Rodzice Kajetana Poznańskiego pod obserwacją

Do mediów przecieka informacja, że Kajetan Poznański jest synem wysoko postawionej prokurator. Rzeczywiście, jego matka przez wiele lat była śledczym w Poznaniu, najpierw w prokuraturze okręgowej, później w apelacyjnej. Rok temu została oddelegowana do Warszawy.

Prokuratura nie komentuje tych informacji, ale jeden ze śledczych zapewnia: - To nie ma żadnego wpływu na śledztwo. Wręcz przeciwnie, pracujemy jeszcze intensywniej i rzetelniej, by nikt nie zarzucił nam, że coś nie zostało w tej sprawie zrobione. Dom pani prokurator w Poznaniu był jednym z pierwszych miejsc, które zostały gruntownie przeszukane.

Kajetan Poznański ścigany na całym świecie. Gdzie się ukrywa?
Kajetan Poznański ścigany na całym świecie. Gdzie się ukrywa?

Rodzice zbiega zostali przesłuchani. Odmówili składania zeznań. Jako osoby najbliższe mają takie prawo. Nie trzeba być ekspertem od policyjnej roboty, by domyślić się, że rodzina Kajetana Poznańskiego jest pod szczególną obserwacją. - To nie jest człowiek, który ma kontakty w grupach przestępczych. Znajomi się od niego odwrócili, zostają mu tylko najbliżsi. A kiedyś będzie wreszcie musiał poprosić kogoś o pomoc - mówi jeden z policjantów.

Kajetan Poznański: student, który pożyczał notatki

Kim jest człowiek, który popełnił tak bestialską zbrodnię? Wydaje się, że wiadomo o nim sporo, ale w obliczu tego, co stało się 3 lutego, wygląda na to, że nie wiadomo o nim nic.

Poznański studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim, a ostatnio filologię klasyczną. Pracował w dzielnicowej bibliotece na Woli, w przeszłości prowadził na uczelni koło naukowe Książę i Żebrak i redagował portal internetowy pod tą samą nazwą. Nałogowo czytał. Na Twitterze zachowały się jego wpisy, w których informował, w jakiej lekturze jest aktualnie pogrążony. Ostatnio wypożyczał m.in. książki o funkcjonowaniu ludzkiego mózgu.

Jego dawni koledzy rozmawiają o nim niechętnie. - Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek zachowywał się dziwnie - mówi znajoma ze studiów. - To był normalny koleś, bardzo w porządku chłopak. Pożyczał notatki po wykładach. Zapamiętałam go z zajęć ze specjalizacji prasowej, bo zawsze się na nie spóźniał. Kobieta, która prowadziła te zajęcia, nawet nie była na niego zła, bo zawsze umiał błyskotliwie odpowiedzieć.

Znajomi uważają go za życzliwego, uprzejmego człowieka: - To nie był typ lansera czy cwaniaka. Nigdy nie upijał się podczas imprez, dużo czytał, ale kiedy ktoś do niego podchodził, odkładał książkę na bok i wdawał się w pogawędkę o pierdołach.

Poszukiwania Kajetana Poznańskiego: chaotycznie i bez planu

Co sprawiło, że człowiek, który nigdy wcześniej nie dostał nawet mandatu, zdecydował się zabić? Czy do morderstwa popchnęła go fascynacja bohaterem książek Thomasa Harrisa? Pod ich wpływem napisał wiersz (po łacinie) o wymownym tytule "Uczta Hannibala Lectera", którego bohater zjada ludzi.

Policjanci mówią, że zbrodnia wygląda na dokonaną chaotycznie i bez planu. Ale z drugiej strony sporo poszlak wskazuje na to, że o zabiciu człowieka Poznański myślał od pewnego czasu.

Prokuratura i policja też nie znają odpowiedzi na te pytania. - Najpierw musimy go zatrzymać. Odpowiedzi przyjdą później - mówi jeden z policjantów. - Albo i nie.

Kilka dni temu na szumnej konferencji były detektyw Krzysztof Rutkowski włączył się do poszukiwań Kajetana Poznańskiego i wyznaczył nagrodę. Po co to uczynił? Osoby znające zasady działania byłego detektywa, wiedzą, że to zabieg czysto marketingowy aby w dalszym ciągu pokazywać jak mocny jest Pan Rutkowski i jego agencja detektywistyczna czy też biuro doradcze. Zobaczymy co z tego wyjdzie.  

środa, 11 listopada 2015

Poszukiwanie osób zaginionych - artykuł jeszcze raz.


TO ŻMUDNA PRACA A NIE CYRK




Źródło: http://www.e-reporter.pl/index.php/component/k2/item/2016-to-zmudna-praca-a-nie-cyrk
a także papierowe wydanie (bo link szanowna redakcja usunęła :) :)


Do czego prywatny detektyw ma prawo, a do czego nie ma, prowadząc sprawy zaginięć osób?

Uprawnienia detektywa, czy to w sprawach zaginięć, czy w innych usługach detektywistycznych, to zawsze drażliwy temat. Ponieważ detektyw ma prawo tylko obserwować i rozpytywać. To za mało, żeby odnaleźć osobę. Tu potrzeba dostępu do różnych danych - telefonii komórkowej, bazy Pesel, czy też ustalania danych po numerach rejestracyjnych. Czy powinno się karać detektywów za ustalanie takich danych? Uważam, że nie, jeśli robią to w ramach umowy detektywistycznej. Tu potrzeba zmian legislacyjnych. Na studiach prawniczych pisałem pracę magisterską w zakresie odpowiedzialności karnej detektywa. Planuję doktorat w tym zakresie. Chciałbym wskazać ustawodawcy, jakie zmiany można rozważyć, tak, aby zawód detektywa był zawodem zaufania społecznego, a tym samym detektyw urósłby do rangi szanowanego zawodu. Może za jakiś czas, jakieś zmiany nastąpią.

W jaki sposób prowadzi pan sprawy zaginięć osób? Od czego pan zaczyna, w jaki sposób zdobywa informacje?

Zaczynamy od rozmowy z rodziną osoby zaginionej. To bardzo trudny początek. Dlaczego? Bo 99 procent rodziców nie przyzna się, że mieli kłopoty z dzieckiem, że na przykład mieli przypuszczenia, że „brało". My detektywi musimy „przebić" się do mentalności tych osób. Taki wywiad musi być dokładny, gdyż dzięki niemu mamy połowę sukcesu. Do dziś pamiętam pewną sprawę, gdy podczas zadawania pytań matce i ojcu, nabieraliśmy przekonania, że w tej rodzinie mogło dochodzić do molestowania seksualnego. Jak w takiej sytuacji prowadzić sprawę? Przecież w tym momencie występujemy przeciwko zleceniodawcy? Jeśli my znajdziemy ich dziecko, a ono potwierdzi molestowanie, to taki klient będzie mógł mieć problemy prawne.

Przy ilu takich sprawach miał pan okazję pracować? Czy z powodzeniem?

Prowadziliśmy wiele spraw związanych z zaginięciem. Ile? Nie chcę rzucać liczbami. Czy z powodzeniem? I tak, i nie. Nie można nazwać powodzeniem znalezienie osoby w Wiśle. To żaden sukces, bo nic nie zwróci życia tej osoby. Po jednej z takich spraw powiedziałem sobie, że nie biorę zaginięć. Tak naprawdę to byłem wtedy wkurzony na wszystkich i na wszystko. Moi współpracownicy nie podchodzili do mnie „bez kija". Nie mogłem znieść tego, że tym razem znów nie udało się odnaleźć osoby, która by żyła, a zaginięcie było tylko próbą ucieczki przed otaczającymi go problemami. Na przykład dla dorosłych mogą to być długi, dla dzieci niezrozumienie przez rówieśników. Wtedy właśnie powiedziałem: stop. Ktoś zaginął? Proszę wziąć inne biuro. To było ponad moje siły, aby stawać przed rodziną i mówić im, że ich córka nie żyje, a ja poproszę taką i taką kwotę, bo dwa miesiące kilka osób pracowało nad tą sprawą.

A jednak pan do tego wrócił…

Wróciłem do poszukiwań, bo dostałem zlecenie od kogoś znajomego. Nie mogłem odmówić. Udało się w ostatniej chwili znaleźć osobę żywą. I tu muszę pochwalić policjantów, którzy pracowali przy sprawie. Jeśli ktoś mi mówi, że policjantom brak inteligencji, to właśnie ich stawiam za wzór. Rozumieliśmy się bez słów i nie byliśmy dla siebie wrogami. Dlatego osiągnęliśmy sukces. Jak się później okazało, tylko połowiczny. Nic więcej nie mogę zdradzić, bo obowiązuje mnie tajemnica.

Jak ocenia pan działania Krzysztofa Rutkowskiego - szum medialny, działanie na granicy prawa lub poza nim, informowanie opinii publicznej niemal o każdym swoim kroku?

Trudno oceniać działania pana Rutkowskiego w sposób taki, czy są dobre, czy złe. Ja osobiście tak nie działam. Uważam, że detektyw musi działać w ukryciu. Szum medialny może czasami spowodować, że osoba, która na przykład została porwana, zostanie zabita, gdyż sprawcy będą bali się wykrycia ich przestępstwa. Działania na granicy prawa są przeze mnie dopuszczalne, ale przekraczanie tych granic nie. Ponadto, wolę rozmawiać z policją, niż im przeszkadzać. Wiele spraw można wspólnie rozwiązać. Przez podejście do działań policji, stosowane przez Krzysztofa Rutkowskiego, funkcjonariusze często usztywniają się i uważają nas za wrogów. Jeśli ktoś zna się na działaniach policji, to wie, że nie mogą oni wykonać pewnych czynności bez zgody sądu, albo ustawy ograniczają ich działania. Musimy pamiętać, że zbieranie dowodów to żmudna praca, a nie cyrk.
Oczywiście, jeśli pan Rutkowski chce działać tak jak do tej pory, to nie mnie oceniać jego postępowanie. Jeśli jego metody się sprawdzają, to super.

Czy jednak Krzysztof Rutkowski, nadal funkcjonujący w opinii publicznej jako detektyw, szkodzi wizerunkowi tego zawodu?

Zdania są podzielone. Część moich klientów uważa, że nigdy by go nie zatrudnili. Właśnie z powodu wielkiego szumu, który robi. Innych, którzy nie akceptują moich metod, odsyłam do pana Rutkowskiego. W szczególności, gdy mają pomysły takie, jakie on prezentował w telewizji. Dlaczego? Otóż, ja swoim wizerunkiem odpowiadam za działania detektywistyczne. Jeśli klient ich nie akceptuje, to lepiej nie mieć takiego klienta.

Zdarza się panu odmówić prowadzenia jakiejś sprawy dotyczącej zaginięcia, wiedząc, że biorąc za to wynagrodzenie, zachowałby się pan nieuczciwie, ponieważ niewiele może pan w tej sprawie pomóc?

Tak. Wielokrotnie odmawiam, gdy moja wiedza i doświadczenie podpowiada mi, że moja rola detektywa sprowadzi się tylko do rozlepiania ogłoszeń. To nie są proste sprawy. Wtedy doradzam klientowi, co może jeszcze zrobić we własnym zakresie, albo jak radzić sobie z policją. Podkreślam, że chodzi o kwestie, jak sobie radzić w taki sposób, żeby osiągnąć wspólny sukces, a nie stawać po dwóch stronach barykady.
Dla przykładu: w tym roku zgłosiła się starsza pani, która ma syna w wieku 30 lat. Rozmowa z nią uwidoczniła, że syn nie zaginął, ale po prostu chciał uwolnić się spod skrzydeł nadopiekuńczości i w końcu zacząć żyć u boku dziewczyny, której mama nie akceptowała. Niedoszła klientka szalała na komisariacie, wyzywając policjantów od nierobów, itp. Miała prawo być zdenerwowana, bo zaginęła jej ukochana osoba. Sam nie wiem, jak udało nam się ją przekonać, że policja robi wszystko, aby jej syna odnaleźć całego i zdrowego. Być może pomogło to, że ustaliliśmy szybko kontakt do jego dziewczyny, która poproszona zgodziła się namówić swojego chłopaka, aby zadzwonił do mamy i powiedział, że wszystko z nim jest w porządku. Warto tu wspomnieć, iż to właśnie policja namówiła go do takiego kroku.

Chciałbym podkreślić, że zaginięcie to nie tylko próba zaalarmowania otaczającego świata, że mamy wszystkiego dojść. To także może być przestępstwo. Dlatego też, musimy chronić przede wszystkim swoje dzieci. Nie kontrolować, ale sprawdzać dyskretnie, aby w porę zapobiec nieszczęściu. Wiem co mówię, bo mam nie tylko prawie dziesięcioletnie doświadczenie detektywistyczne, ale sam jestem ojcem. Tu może też sprawdzić się detektyw, ale jako doradca - informatyk, który założy tzw. szpiega na komputer, czy też na komórkę dziecka. We wrześniu tego roku taki „szpieg" ustalił, że czternastoletnia córka klientów pokazywała swoje nagie ciało dorosłym mężczyznom. Tak dla frajdy, i chwalenia się przed koleżankami. Udaremniliśmy spotkanie jednego z nich z tą dziewczynką. Co mogło się zdarzyć, jeśli doszłoby do tego spotkania? Nie wiem. Może nic, a może mielibyśmy kolejne zwłoki w Wiśle...